Dwa pisarskie tricki

Miały być trzy porady a będą dwie. Najwyraźniej trzecia nie trafiła do mojego notesu. Na wstępie mówię, że to tylko moje zdanie, nie musisz wcale sugerować się tymi pomysłami. W końcu każdy ma swoje własne metody. Ale chciałbym wspomnieć o tych dwóch trickach, na które po prostu sam się często nabieram. Czasem w filmach, czasem w książkach. No to do dzieła.

Zacznę od tego, co było kilka razy przyczyną moich rozczarowań. Uwaga: to jest odnośnie powieści, które mają w tle tajną organizację czy osobę z podwójną tożsamością. A trick brzmi…

NIECH SZEF BĘDZIE SZEFEM

Tłumaczę. Kilkakrotnie spotkałem się z takim właśnie czy to gangiem, czy mafią, czy tajnym klanem. Często głównym motywem było to, że ten klan lub mafia walczy z bohaterami/bohaterem. I często na końcu czytelnik dowiadywał się, że szefem mafii jest jeden z bohaterów. Ten najmniej podejrzany. Lub coś w tym stylu.

Ale.

Często było to dość puste zaskoczenie, które mnie rozczarowało. Nie oszukujmy się, czytamy dla przyjemności. Więc czytelnik spodziewa się, że z tym bohaterem-szefem będzie się wiązała jakaś pasjonująca historia, retrospekcja, że to będzie ogniwo łączące wszystkie tajemnicze wydarzenia. I wtedy jest super. Gorzej, kiedy całe to genialne zaskoczenie kończy się długim: yyyyy…

Dlatego myślę, że warto przeboleć fakt, że nie zaskoczycie czytelnika bardzo spektakularnie. Wydaje mi się, że mimo iż szczęka mu nie opadnie, można to nadrobić akcją. I kiedy akcja będzie dopięta na ostatni guzik, klimat będzie stworzony do granic możliwości, bohater będzie przenikliwy i zimny lub sympatyczny i heroiczny, wtedy się Wam uda.

Lepiej więc zostawić tego szefa, nie róbcie na siłę epizodycznej sprzątaczki z ulicy szefem. Można sobie na to pozwolić, gdy wszystko będzie powiązane, a nie, że sprzątaczka pojawi się dwa razy na kartach opowieści i nic więcej. Zero pustych zaskoczeń.

STRZELBA CZECHOWA

I druga sprawa, to co popularnie zwykło się nazywać strzelbą Czechowa, od nazwiska rosyjskiego pisarza. Mianowicie, jeśli umieszczasz strzelbę na kołku na ścianie, to niech ona potem wystrzeli. Czyli niech nic nie będzie bez skutku. Usuńcie puste wątki. To naprawdę nie jest głupie, możecie stworzyć taką strzelbę nie tylko na rzecz głównego wątku. Przecież jesteście ambitni, wprowadzicie wątki poboczne. I humorystyczne. A humor cenię sobie najbardziej. Wtedy możecie zbudować całą siatkę humorystycznych strzelb, z przyczynami i skutkami. Wyjdzie świetnie.

Tak samo: sprawdzi się najlepiej dla opowieści z tajemnicą i niespodzianką w środku, ale będzie pasować w każdym gatunku! Nie bójcie się strzelby, sama nie wystrzeli! Powieście ją na ścianie, zasypcie czytelnika dziesięcioma rozdziałami, a potem pociągnijcie za cyngiel! Bum! I efekt lepszy niż długie budowanie napięcia.

Opowiem o czymś, co jest dla mnie mistrzowskim wykorzystaniem strzelby Czechowa. I to nie w jednej książce, co między książkami. Mowa o Dużej Trylogi Juliusza Verne’a (Dzieci kapitana Granta, 20 000 mil podmorskiej żeglugi, Tajemnicza wyspa).

!UWAGA, SPOJLER!

Jest tu nawet więcej strzelb (poza tymi używanymi przez bohaterów – przyp. autora). Pierwsza, nazwijmy ją strzelbą kapitana Granta juniora. W pierwszej części szuka swojego ojca, milknie na część drugą i większość trzeciej, by pod koniec ocalić wszystkich rozbitków z Wyspy Lincolna.  Druga, niech to będzie strzelba kapitana Nemo. Nie ma go w pierwszej części, pojawia się w drugiej i działa w konspiracji trzeciej, by zmienić losy powyższych rozbitków. Mój ulubiony wątek. I trzecia strzelba, strzelba Ayrtona. Pod koniec pierwszej części wysadzają go na wyspie nieopodal wyspy tamtych rozbitków, w drugiej części go nie ma, a w ostatniej rozbitkowie go znajdują.

Skomplikowane? Mam nadzieję, że czytaliście.

Ale do czego zmierzam, mimo iż to strasznie tu poplątałem, wszystkie trzy powieści są niezależne! Strzelby są na tyle subtelne, że stają się przyprawami dodającymi smaku, nie zaś intrygami nie do zrozumienia! Jednak pojawia się zależność, bohaterowie nie poradziliby sobie, gdyby Verne nie napisał wszystkich trzech części. Ich losy są ściśle ze sobą powiązane, co wcale nie rzuca się w oczy czytelnikowi.

Piszcie i starajcie się użyć najbardziej przydatnych Wam tricków, aby efekt końcowy był piorunujący.

 

Reklamy

2 myśli w temacie “Dwa pisarskie tricki

  1. Ciekawy tekst 🙂 Ogólnie zasadę „Niech szef będzie szefem” znam z powieści kryminalnych, ale Strzelba Czechowa jak termin określający trick literacki to dla mnie nowość (choć o praktycznym jej zastosowaniu wiedziałam i sporo czytałam Verne) 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cieszę się, że się spodobało 🙂 Strzelby są w ogóle fajne, dajesz jakiś niby nieistotny element, o którym czytelnik szybko zapomina, a potem strzelba wybucha, czytelnik jest zaskoczony i wszystko się pięknie układa 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s