Moja żegluga przez pisanie

Sto lat temu, o godzinie 4.30 po południu, Ernest Shackleton zwodował małą szalupę i rozpoczął największą w dziejach podróż ratunkową przez burzliwy ocean. Z tej okazji napisałem dlań krótkie opowiadanie. Wpisałem je w rubrykę jako mały przerywnik tematyczny od przygotowywanego większego dzieła i poćwiczyłem nowy styl pisania. Mogłem włożyć w to nieco serca, ponieważ jest to moja pasja.

Kiedy już nastroiłem się żeglarsko (patrz tytuł ;)), zasiadłem do pisania wpisu, o którym już wcześniej myślałem. Będzie to trochę technicznych uwag, nieco krytyki wobec inspiracji :P, a przede wszystkim będzie to następny Dziennik Pisarza. Zapraszam.

Komfort przy pisaniu jest dla mnie bardzo ważny

Spójrzcie na obrazek poniżej:

home-office-336378_960_720

Chciałoby się, co? 😛 Piękny drewniany pulpit, świeżo rozpakowany MacBook, może jakaś kawka do tego? Marzenie. No ale spokojnie, mimo iż nie dysponuję kosmicznym sprzętem, mogę dookoła siebie ogarnąć, żeby pisanie uczynić w miarę komfortowym. Wpływa to na psychikę. Bo inaczej jest, gdy piszemy na kolanie, jesteśmy zmęczeni, głodni, w pokoju jest duszno etc. Dlatego ja lubię sobie posprzątać, wywietrzyć, wyspać się, najeść się, napić się, umyć kurz i zasiąść do pisania. I nagle ze zwykłego laptopa robi się designerski sprzęt. Pewnie to kwestia fajnej retro podkładki pod niego 😉 Poza tym lubię jak mam zamknięte drzwi. Nie wiem, to chyba jakaś schiza, bo przecież się na nie nie patrzę w trakcie pisania 😉 Czasami lubię zapalić sobie boczną lampkę i stworzyć przytulny klimat. Uwielbiam pisać wieczorami (nie chodzi tylko o nastrój poetycki, po prostu często wieczorami lepiej mi się myśli i pisze, a rano jestem jeszcze jedną nogą w łóżku i bliżej mi do pisania o własnych snach niż o żegludze przez antarktyczne oceany). Pobudka! 😉 Nawiązując do obrazka, czarna herbata też się dobrze spisuje. Właściwie to może być każda. Pracować lubię w milczeniu, ale kiedy myślę to puszczam sobie ulubione kawałki. Kocham muzykę. Robi się sympatycznie, nie? 😉

Czytanie przy pisaniu jest dla mnie bardzo ważne

Przechodzimy do drugiego punktu i jednocześnie cofamy się w czasie i rozwoju. Czytałem książki zanim zacząłem pisać. Dużo, dużo wcześniej. Od małego. W końcu to z książek bierzemy nasz świat, naszych bohaterów, naszą wyobraźnie i NASZE PISANIE. Naśladujemy naszych literackich mistrzów (o tak, chyba muszę zacząć się z tego leczyć :P) i tworzymy nasz własny styl na bazie ich dzieł. Chyba nie trzeba się tu długo rozwodzić, każdy pisarz o tym wie 😉 To może coś od siebie, aktualnie przestawiłem się na angielski i czytam książkę Philipa Pullmana pt. „Northern Lights” (o jej polskiej wersji można dowiedzieć się tu). Jest to powieść nieco fantastyczna i porusza wątki, które lubię (znowu patrz na tytuł, tym razem tytuł tej książki:P). Czytam także trochę innych książek równolegle, ale o tym przy okazji 😉 Więc mała konkluzja: dla mnie mistrzem mistrzów jest Juliusz Verne i śmiało mogę powiedzieć, że bez jego pomocy nie rozwinąłbym się tak, jak się rozwinąłem. Więcej o jego wsparciu (i kilku innych autorów) napiszę później.

Pisanie przy pisaniu jest dla mnie bardzo ważne

Właśnie tak 😛 Czyli kłania nam się Spartakus. Jestem architektem i projektuję domy. Jestem lekarzem i przyjmuję pacjentów. Jestem kierowcą i jeżdżę autobusami. Jestem pisarzem i PISZĘ! 😀 Może inspiracja to jedna wielka schiza tak jak moje zamykanie drzwi? 😉 Coś w tym musi być. Nie ma co się lenić i wymawiać natchnieniem, na takie coś nie może sobie pozwolić porządny pisarz. A tym bardziej początkujący, bo przecież musi się jakoś nauczyć, nie? 😛 Czyli musi ćwiczyć. Cyceron w starożytnym Rzymie zdemaskował Katylinę, a ja demaskuję leniwców, którzy spiskują z natchnieniem 😉 Słuchajcie, chyba złamałem system, walczę z inspiracją a pomysłów wcale nie ubywa! Eureka! 😀

I tak na koniec, zauważyłem, że dobrze jest łączyć trening pisarski z treningiem siłowym. Jedno napędza drugie, widzę efekty tu i tu, i jest to świetna motywacja! No a przy okazji dotleniam szare komórki i mogę lepiej pisać. Bo na co komu pisarz-zdechlak 😉

A dzisiaj dzień dla Shackletona, więc wracam do moich żeglarskich tajemnic.

 

 

Reklamy

7 myśli w temacie “Moja żegluga przez pisanie

  1. Bratnia ma duszo!!! Ja mam gigantyczną schizę na punkcie zamkniętych drzwi! Mnie nie pobijesz. Siostra się za mnie śmieje, bo mówię wszystkim, że wyczuwam zakłóconą cyrkulacje powietrza przy otwartych drzwiach. Ale to prawda! Wyczuwam! Nienawidzę otwartych drzwi. Nie mogę się wtedy skupić, zrelaksować, nic! Zero normalnego funkcjonowania. Więc piona na znak zgody. Post mega motywujący. Podziwiam. (: Ja.

    Polubione przez 1 osoba

      1. No, no, no…! Sporo!:) Czyli szeroki wachlarz aktywności. Fajnie!
        Też uwielbiam góry;) W te lato coś planuję z nimi związanego, co będzie dla mnie wyzwaniem. Ale zdradzę dopiero jak uda się;)

        Polubione przez 1 osoba

      2. Jak fajnie! Na początku tego roku spełniło się moje górskie marzenie i zdobyłem pewien szczyt w Tatrach. Niby to nic wielkiego, ale czekałem na tę chwilę już kilka lat… I zebrałem krwawy okup w postaci 10 innych zdobytych szczytów. Przy okazji pobiłem osobisty rekord wysokości. Trzymam kciuki! Powodzenia! 🙂

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s