Stan biblioteki na dzień I V 2017

Jak napisałem w ostatnim poście, bez czytania nie ma pisania. Właśnie sprawdzam czy to prawda 😛 Trochę się tego ostatnio nagromadziło – trafiłem na nowe pozycje, postanowiłem odświeżyć starocie, czytam ponownie po angielsku – zapraszam do mojej biblioteki.

W królestwie lodu – mrożący wodę w oceanie reportaż z krwawej podróży

Książka leży sobie teraz obok mnie, kiedy to piszę. Z jej grzbietu wygląda mały statek, miażdżony w okowach lodu.  A gdy się mocno przechyli okładkę, słychać jęk, taki sam, jaki słyszała załoga, gdy na ich okręt nacierały tony zmrożonego paku.

IMG_20170501_111304

Co można zauważyć na pierwszy rzut oka, „W królestwie lodu” jest kawałkiem solidnej, dobrze wykonanej roboty. Hampton Sides przekopał wszystkie źródła i manuskrypty (co widać, skoro przy co drugim słowie jest przypis :P) i uwiecznił na kartach swej powieści ostatni (a może i nie ostatni – sami przeczytajcie) rejs statku Jeannette (który wcześniej nazywał się Pandora – może stąd te wszystkie kłopoty). Ster chwycił młody oficer marynarki George de Long – i pożeglował na północ. Na biegun północny. Pod koniec XIX wieku świat oszalał na jego punkcie, na jego temat powstawały najrozmaitsze teorie (np. ciepły oceanu na czubku Ziemi, wielki biegunowy kontynent albo pusta dziura prowadząca do piekła), a każda szanująca się Admiralicja słała ekspedycję za ekspedycją, wiedziona gorączkowym pytaniem: co tam jest, co tam jest??? 😉

IMG_20170501_112836

No dobra, Jeannette wypływa z portu i żegluje na północ. Właściwie taki motyw powtarza się w każdej książce o tej tematyce. Ale z tych wszystkich, które już czytałem, ta jest trochę inna. Przede wszystkim nie jest to zwykła książka przygodowa, raczej  swoiste połączenie powieści historycznej-reportażu-thrillera. Dalej, akcja toczy się na Dalekiej Północy. Czytelnik powinien wiedzieć (a jak nie wie, to mu zaraz powiem), że książki opowiadające o polarnikach na górze Ziemi-Arktyka, różnią się od tych na dole-Antarktyda. Hmm… Różnica ciężka do zdefiniowania. Wbrew ilości liter, Antarktyda jest zwykle bardziej metaforyczna, poetycka i heroiczna. Arktyka jest często dosłowna, brutalna i monotonna. Na przykład w Arktyce notorycznie trują się ołowiem – nie wiem, z czego to wynika 😀

IMG_20170501_112812

Czego należy się spodziewać po tej książce? Mnóstwa informacji i ciekawostek od samego początku, żwawej akcji od strony 129 wzwyż, trochę grozy, makabry, przygody, śniegu i lodu, polowań na niedźwiedzie polarne i foki, tęskniącej żony, dwudziestu chłopa na stu metrach kwadratowych statku :P, no i ostatecznie śmierci albo przetrwania.

Styl jest lekki, ale raczej nie da się połknąć „na raz”.

I tak na koniec – bardzo mi przypadło do gustu określenie jednego z bohaterów – „Newcomb, seryjny zabójca ptaków […]” – lubił chłop polować, no co! 😀

Stefan Grabiński i Edgar Allan Poe – z horroru na lodowcu do horroru na stacji kolejowej

Edgara znam już od dawna. O jego literaturze nie trzeba się rozpisywać – klimat grozy, dbałość o detale, mistrzowski styl, tajemnica, siły nadprzyrodzone – krótko i na temat. Ale Allan pojawia się u nas tylko gościnnie ;), albowiem trafiłem na wspaniałe wydanie jego nowel w oryginale. Więc czytam sobie po angielsku, mam trudne archaiczne słówka na marginesie (jest ich dużo!!!), a między opowiadaniami są wstawki z arcyciekawymi ciekawostkami (tautologia niezamierzona) historycznymi i kulturalnymi (np. o strachu przed pogrzebaniem żywcem).

IMG_20170425_183405

A teraz szybko do meritum – do Stefana Grabińskiego. Chciałbym jeszcze raz podziękować koleżance po fachu z Laboratorium Myśli za polecenie 🙂 Ten wspaniały polski prekursor fantastyki i powieści grozy z pewnością zasłużył na moją uwagę. Dość dodać, że nazywają go polskim Edgarem 😀 A sama nazwa – horror kolejowy – brzmi przepięknie!

Mam tu na myśli jego zbiorek opowiadań zatytułowany „Demon ruchu”. Od samego początku czułem, że to coś dla mnie. Już pierwsze opowiadanie poruszyło wszystkie ciekawe motywy – stare, zardzewiałe, skrzypiące tory i zwrotnice, romantyczny bohater – idealista, który nie opuszcza posterunku, choć zostaje uznany za dziwaka, jego marzenia, pragnienia, łzy, które leją się po starczej twarzy, gdy widzi pędzący parowóz – piękne!

Oczywiście wszystko w mrocznej otoczce. Nie chcę popsuć efektu, więc odsyłam Was do samego Grabińskiego. Chociażby jedna nowelka, żeby poczuć klimat 🙂

Bardzo ciekawe jest tytułowe opowiadanie. Mamy tu bohatera idealistę, ale już raczej nie romantyka, tylko pozytywistycznego inżyniera. Gardzi on koleją, mówiąc, że jej osiągnięcia są niczym wobec „wielkiego ruchu i wobec faktu, że ostatecznie mimo wszystko zostajemy na Ziemi”. Ach, Verne, Verne, czemu nie możesz tego zobaczyć? Spodobałoby ci się 😀 Więcej takich zaginionych perełek!

Podniósł do ust gwizdawkę i dał trzykrotny, rozpaczliwy sygnał.
Za późno!
Bo oto od strony stacji wstrząsnął powietrzem okropny łoskot, głuchy, dudniący huk detonacji, a potem piekielna wrzawa, zgiełk i jęki — lament, płacz i wycie splecione w jeden dziki chaos ze szczękiem łańcuchów, trzaskiem druzgotanych kół, łomotem miażdżonych bezlitośnie wagonów.
— Karambol! — szeptały zbielałe wargi. — Karambol!…

Ulubione kawałki po angielsku – i w pięknej szacie graficznej

No dobra, skoro już przywołałem Juliusza, to wypadałoby, żeby i on się czymś pochwalił 🙂 Mam piękne wydanie jego dwóch (a raczej trzech, bo w jednym tomie mieszczą się dwa tytuły) książek. Jak widać na załączonym obrazku. Ci, którzy znają „Tajemniczą wyspę” wiedzą, że inżynier Cyrus ma na nazwisko Smith. A w anglojęzycznym wydaniu zwą go – nie wiedzieć czemu – Cyrusem Hardingiem 😀 Cóż, przynajmniej książka jest przyjemna dla oka. Podobają mi się klasyczne ilustracje Férata i ładna czcionka. Férat i jego rysunki do Wyspy to w sumie dobry pomysł na osobny wpis 🙂

IMG_20170501_112935

DSC_0013

DSC_0014.JPG

Antyczny świat pełen harmonii – małe podsumowanie polifonicznych horrorów

I na koniec przedstawiam książkę nieco odbiegającą od powyższych tematów 😉

IMG_20170501_111953.JPGJest to bardzo dobre kompendium wiedzy o antycznych światach, pełne lekkich ciekawostek, które do niczego nie zobowiązują i które spokojnie można wyrywać losowo ze środka książki. Na przykład mogę zapisać moje pełne nazwisko po rzymsku (strona 227, podpowiem ;)).

Uff, i tak nie wyrobiłem się ze wszystkim, kilka książek czeka w kolejce – nadejdzie jeszcze na nie pora. Może nawet porobię z nich osobne posty. Pozdrawiam serdecznie i zaganiam do lektury (może jeszcze ciekawszych pozycji niż te moje :P)

Reklamy

6 myśli w temacie “Stan biblioteki na dzień I V 2017

  1. Hmm… Skuszę się aż na „W królestwie lodu”. Dzięki za inspirację!
    Do Poe lubię sobie co jakiś czas zaglądać. Bardzo podoba mi się klimat jego opowiadań.
    Super, że zajrzałeś do Grabińskiego!:-) Pamiętam, że kiedy pierwszy raz czytałam teksty z „Demona ruchu” to nie mogłam się od nich dosłownie oderwać. I znów – klimat – mnie urzekł;-) I nie ma za co, cieszę się, że Grabiński przypadł Ci do gustu;-)
    Verne miał pomysły. Chciałabym napisać taką „Podróż do wnętrza Ziemi”:D. Fajnie, że czytasz go po angielsku. Też muszę teraz do niego powrócić!
    A co do ostatniej wymienionej przez Ciebie pozycji, również lubię do tego typu tytułów zaglądać;)
    PozdrawiaM

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jak super, że zachęciłem Cię do przeczytania „Królestwa”! 🙂
      Co do Verne’a, to bardzo żałuję, że jeszcze nie umiem francuskiego, aby móc go czytać w oryginale. I co ciekawe, jest on też powiązany z Poem. Dowiedziałem się, że amerykański pisarz był jego mistrzem i Verne często podpatrywał u niego pomysły, przerabiał na swój użytek i tworzył własne opowieści. Przykładem może być Vernowski „Sfinks lodowy”, który jest kontynuacją „Przygód Artura Gordona Pyma” Edgara Poe’a. Ciekawe!

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Przygody_Artura_Gordona_Pyma

      Polubione przez 1 osoba

      1. Cześć,
        A w ogóle trochę znasz francuski?
        Właśnie takie smaczki są bardzo fajne. Tylko trzeba dużo czytać i być fanem danego autora czy konkretnych dziełek. Dzięki za informację! Ciekawe to, co piszesz;-)
        A Verne’a, co najbardziej lubisz…? Bo chyba się jeszcze nie pytałam…
        PozdrawiaM;-)

        Polubione przez 1 osoba

      2. Hejka! Francuskiego nie znam w ogóle. Ale nigdy nie jest za późno, zwłaszcza, że lubię języki 😉 Z Verne’a to lubię przede wszystkim jego Tajemniczą wyspę, wraz z pozostałymi częściami trylogii… I tu się mógłbym rozpisać 😉 Ale głównie za niesamowity klimat, humor, dbałość o szczegóły, połączenie natury i techniki, niezwykłe historie z przeszłości, romantycznych bohaterów (mam tu na myśli postać kapitana Nemo, bohatera „20 000 mil podmorskiej żeglugi”, który był romantykiem i to tak świetnie wyszło ;)), no i po prostu Verne to Verne, a miłość się nie pyta, dlaczego 😉 Ale tak serio, to po latach odkryłem popularno-naukową książkę, która ukazuje „behind the scenes” z warsztatu Verne’a, motywy i postacie, którymi się inspirował (niezwykłe ciekawe są powiązania jego bohaterów z Kościuszką i innymi Polakami): http://lubimyczytac.pl/ksiazka/252494/labirynt-verne-a-czyli-drugie-zycie-kapitana-nemo Polecam! Chyba muszę o tym wszystkim osobny post zrobić 😉 Pozdrawiam!

        Polubione przez 1 osoba

      3. Cześć,
        O! Przede wszystkim dziękuję za informację na temat tej książki~! Przy czasie z chęcią polukam. Lubię takie ciekawostki!:-)
        A Verne’a wszystko przerobiłeś (to tak z ciekawości, bo piszesz o nim z t-akim sercem…).
        PozdrawiaM

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s