Czerwcowe wygłupy, czyli Bajka o Pisarzu i Poecie

Zaczyna się letni sezon, chyba nie tylko mnie ogarnia atmosfera odprężenia, której efekty można podzielić na dwie podstawowe grupy.

  1. Lenistwo – efekt jak najbardziej negatywny.
  2. Losowa twórczość – efekt jak najbardziej kreatywny.

Pierwszy punkt zostawiam na same wakacje. Trzeba znowu wszystko usystematyzować, skończyć rozpoczęte rzeczy i rozpocząć nienapoczęte. W planie mam też recenzję książki i małe rewolucje odnośnie pisarskiego warsztatu.  Mam zamiar poeksperymentować trochę z nowymi gatunkami (mieszanka, której się nie da zaklasyfikować, fantastyka, w której dopiero zdobywam doświadczenie i bardzo ogólnie opowieść współczesna). Myślę, że to ciekawe światy do odkrycia i zabawa z nimi wypadnie fajnie 🙂

Tymczasem porządkuję pomysły i dokumenty tekstowe. I o nich chcę dziś powiedzieć, napisałem ostatnio krótkie coś, tytuł głosi, że to bajka, ale nie jestem pewien ;), grunt, że najlepiej pokazuje poziom czerwcowej twórczości. Kiedy zacząłem to pisać, nie wiedziałem zupełnie, jaki będzie koniec, a ten, który teraz jest, zapewne wcale nie jest logiczny i kupy się nie trzyma. Może po prostu oceńcie sami 😉

Bajka o Pisarzu i Poecie

Był sobie raz pisarz i poeta. Jedynym uczuciem, które sprawiło, że obydwaj panowie nie znikli sobie z oczu raz na zawsze, była głęboka nienawiść, a może inaczej – zakorzeniona zawiść, spowodowana mocnym przekonaniem o wyższości swojej profesji nad konkurencyjną. Oddawały to w zupełności polemiczne felietony, publikowane na łamach miejscowej gazety. Pisarz pisał:

Tak łatwo jest zostać poetą. Wystarczy, że rzuci cię dziewczyna, zdechnie pies, urwie kariera – targają tobą emocje, rwiesz sobie włosy z głowy, siadasz i piszesz o tym, nie przestrzegając nawet zasad stylistyki i interpunkcji. Potem tłumaczysz to faktem, że jesteś poetą, a poezja jest mową uczuć. A co, u licha, proza nie jest? Nie wydaje mi się, żeby większym kunsztem było napisanie w losowej kolejności słów: śmierć, czaszka, chusteczka do nosa, ciemność, cierpię, widzę, umieram i jeszcze raz cierpię, niż ubranie tego w piękny tekst na łamach kilku stron. Poza tym poezja nie zobowiązuje, przez co nie można jej nazwać rzemiosłem. Prawdziwy pisarz ćwiczy, czyta i naśladuje, drze kartki, ale siada do maszyny jeszcze raz i pisze, pisze i pisze. Poeta tymczasem liczy na jakieś nieistniejące muzy i gotów jest zlecić powieściopisarzowi napisanie książki pod tytułem: „Jak narodziła się inspiracja, która natchnęła mnie do przelania płomiennych emocji na arkusze papieru, pozostające wciąż metaforą muru, którego nie da się przebić głową”.

Tymczasem poeta przygotowywał konkurencyjny tekst na następną szpaltę gazety:

Proza jest taka płytka. Dajcie mi pierwszą lepszą książkę z półki, a wskażę wam, że ci nędzni hipokryci robią to samo, co zarzucają nam. Pisarz to wstrętny boidudek, który wprost o swoich uczuciach nie powie, ale zakopie je pod setkami stron swojej powieści.  A przecież nie od dziś wiadomo, że każdy autor pisze o sobie i fakt, że jakiś tam Głowacki umieścił w czymś tam swoje alter ego, nikogo już nie zadziwi. Coraz mniej rzeczy na tym świecie jest w stanie mnie zadziwić. My, poeci, przynajmniej się nie cackamy z odbiorcą i niejako zastrzegamy, że będziemy pisać o swoich cholernych emocjach  i jeśli czytelnik nie chce, to przecież nie musi czytać naszych wierszy.

Po czym poeta uświadomił sobie, że jego tekst jest tekstem prozatorskim i że mimo woli użył tego znienawidzonego stylu. Cholera – jęknął.

Jeden do zera – tymczasem myślał pisarz, zacierając z radości ręce. Szybko poleciał do pracowni, wsunął arkusz papieru w maszynę do pisania i pracował nieustannie do północy. Potem pobiegł do redakcji, ściskając pod pachą stronę maszynopisu.

Naczelny nie ukrywał, że był zły, ponieważ wyrwano go z łóżka w środku nocy. Mruknął jednak tylko parę razy, postawił parafkę zatwierdzającą drukowanie artykułu i wrócił do łóżka. Już o godzinie piątej maszyny wypluły jeszcze ciepłe wydanie porannej gazety. Na pierwszej stronie widniał wielki napis: Ludzie szczęśliwi, a pod spodem można było przeczytać poniższy artykuł, który miał być krytyką niedawno położonej linii telegraficznej.

„Szczęśliwi ludzie, którzy wydają się nie mieć żadnych dużych zmartwień!

Przykładowo pewnego obywatela miasta Elektryfikaty Parowe irytowały tyko enigmatyczne wiadomości w stylu: Wygląda na to, że nastąpił błąd podczas przesyłania telegramu. Sprawdź połączenie z linią telegraficzną albo skonsultuj się z najbliższym lekarzem lub farmaceutą. A przecież elektryczność działała, obywatel wiedział o tym podświadomie, bo skoro działała wczoraj, godzinę temu i podczas odbierania ostatniej wiadomości, dlaczegóżby miała, jasny holender, zepsuć się właśnie teraz! Nie, przyczyna usterki nie mogła leżeć w nieodpowiednim połączeniu z siecią. A konsultacja ze wskazaną instytucją nadszarpnęłaby tylko majątek obywatela. Nie pozostało mu nic innego, jak położyć się na kanapie i czekać na rozwój wypadków.

Mimo to obywatel nie nazwałby siebie samego człowiekiem szczęśliwym. Enigmatyczne wiadomości doskwierały mu tak bardzo, że postanowił zmienić coś w swoim życiu, zaczynając od rzeczy najbardziej prozaicznej – od odcięcia się od telegrafu.

Usuwając źródło kłopotów usunę je same – powtarzał sobie z dumną, wyrywając z pulpitu wszystkie druty.

Potem położył się na kanapie i stwierdził z radością, że oto jego życie nie będzie zmącone przez kable, lekarzy ani farmaceutów.”

Małżonka szanownego poety przyniosła mężowi numer tejże gazety do łóżka. Nie spodziewała się, biedaczka, że będzie powodem, dla którego poeta spędzi cały dzień w łóżku, z zimnym okładem na czole.

– Ja się zemszczę! – powtarzał, a publika czytała nowy felieton pisarza. Wyglądało na to, że na każdym szyldzie w mieście można było zobaczyć dwie wielkie cyfry – 2:0. Prowadził felietonista.

Przez następny tydzień mieszkańcy kamienicy 382, tej samej, w której mieszkał poeta, nie mieli okazji spostrzec swojego współlokatora w ogóle. Pracował od rana do nocy, przygotowywał ostateczny cios, który miał zakończyć pojedynek, przebijając wynik od razu do remisu, a nawet do jednego punktu przewagi. I już w następny poniedziałek można było przeczytać w porannym wydaniu gazety następującą fraszkę, zatytułowaną „Bez tytułu”.

W natłoku fotografii, w kliszy gęstym jarze

Gdzie obraz dosadniej zarysowan będzie

Niż zblakła proza. Tam się pogrąży pospólstwo w obłędzie

Ot, dlaczego zbędni są nam dziś pisarze!

Trzeba przyznać, że podmiot, tak brutalnie wyzwany w ostatnim wersie tego dzieła, miał więcej zimnej krwi niż jego autor, w którego stronę wcześniej wymierzono taki sam atak. Filiżanka z herbatą nie poszybowała w kierunku podłogi, a kant wyprasowanej koszuli nie wylądował w bitej śmietanie, pokrywającej maślany rogalik. Pisarz albowiem jadł wtedy śniadanie.

Można powiedzieć, że atak odniósł skutek zupełnie odwrotny od zamierzonego. Pisarz zamyślił się, przez chwilę jego szare komórki analizowały treść fraszki, a usta żuły w milczeniu kęs bułki. Konsensus tej kontemplacji był następujący: dlaczegóżby nie wybrać się do klubu, odszukać adresu poety, wyjść na miasto i odwiedzić go w jego mieszkaniu? W gruncie rzeczy człowiek, który wypisuje takie sympatyczne rymowanki (o tak, pisarz użył słowa „sympatyczne”!) o fotografii, musi być równym gościem.

I pisarz wstał, ubrał kapelusz, chwycił klucze od mieszkania i wyszedł.

W pół godziny później dzwonił do drzwi poety.

Obaj panowie przez chwilę mierzyli się wzrokiem.

– Drogi panie – odezwał się wreszcie pisarz.

– Szanowny pan raczy wejść – odrzekł pospiesznie poeta.

– Tak się złożyło, że miałem okazję spojrzeć na pańską fraszkę w porannym wydaniu gazety – kontynuował pisarz, gdy rozgościł się w środku.

– Jestem niezmiernie zaszczycony – tu poeta złożył ukłon w stronę gościa.

– Trafiłem niesamowicie szczęśliwie, patrzę i widzę, żeś pan również miłośnikiem fotografii.

– A, tak… – powiedział głośno poeta, a pomyślał: do diabła, czy on naprawdę jest taki tępy, żeby nie zauważyć przytyku w tej całej fraszkowej fotografii?

– Szanowny pan pozwoli, że zadam mu jedno pytanie – ciągnął pisarz.

– Słucham.

– Czy pan i poeci w ogóle, czy bierzecie na serio różne przepowiednie i życiowe sentencje, zawarte na kartach swoich wierszy?

– Jeszcze jak!

– W takim razie proszę zanurzyć się w gąszczu fotografii.

– Nonsens! – krzyknął poeta. – Złamałbym wszelkie zasady sztuki, tworząc fotografie. Poezja porusza, szanowny panie, a zdjęcie jest martwe, stabilne, jednolite, wyrwane z kontekstu! Moja fotografia musiałaby poruszać, zrozum mnie pan, poruszać!

– Dobrze – powiedział pisarz niewzruszonym tonem – będzie poruszać. Oglądających, no i przede wszystkim się poruszać.

– Jak to tak? – tonem niedowiarka pytał poeta.

– Ruchomy obraz, rzeczywistość zapisana na kartach, ale nie w naszej wyobraźni, tylko na istniejących, rzeczowych materiałach. Ruch, rozumie pan, wszystko to się będzie ruszać i stanowić nowoczesną alternatywę dla fotografii!

Poeta myślał przez chwilę.

– Niegłupie – powiedział wreszcie. – Z chęcią poznam pana bliżej, nazywam się…

I tu klatka się urywa, a opowiadanie kończy.

 

Czy to ma sens? Nie wiem 😀 Czyli co, morał jest taki, że pisarz i poeta wynaleźli kino? W ogóle lubię tematy, w których bohaterem jest pisarz (dobra, poeta też 😉 ). Mam, bodajże, trzy pomysły na opowiadania/opowieści z pisarzem w roli głównej. Jedno z nich będzie znowu troszkę fantastyczne – w stylu Ordona – z tym, że akcja się będzie toczyć we współczesności.

Oprócz tego przydałoby się więcej analiz literatury (i wierszy też)… Może znowu jakaś seria tematycznych postów? Rok temu był Karol May i jego westerny. Wziąć się konkretnie za Verne’a? Połączyłbym to wtedy z losami kapitana Nemo i Fileasa Fogga. A może skierować się na nowe tory i zrobić coś na przykład za Stephena Kinga? Jeszcze trzecia opcja: pracować na tyle intensywnie, żeby móc wrzucać moją twórczość 😉 Mam trochę czasu do namysłu, a teraz idę odpocząć 😀

 

 

 

 

 

Reklamy

5 thoughts on “Czerwcowe wygłupy, czyli Bajka o Pisarzu i Poecie

  1. Opowiadanie jest naprawdę ciekawe i podoba mi się, że jest urwane, niedopowiedziane. I fotografia… jeden z moich koników 🙂 Czemu nie? Wynaleźli kino i już 😉
    Tyle planów masz Maks, to nic tylko brać się do roboty 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. Urwałem tak specjalnie, żeby nie wymyślać kolejnych niestworzonych teorii 😉 Jeden z pomysłów był taki, że poeta i pisarz byli braćmi Lumiere, którzy z jakichś powodów się rozstali w dzieciństwie… A to opowiadanie ich znowu łączy, obrazując historyczne wynalezienie kina.
      Ano, do roboty, tak trzeba 🙂

      Polubienie

      1. Hmm… Widzisz tam więcej niż jeden wiersz? 😉 Tak, to moja robota, ale obawiam się, że moja wiedza na temat poezji nie jest wystarczająca, aby takowy kurs przeprowadzić. Reprezentuję raczej stronnictwo pisarzy 😉

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s