Świadomość własnego stylu – i co dalej?

Kiedy noworodek uczy się pierwszego języka, robi to nieświadomie i powoli, zaczynając od najbardziej elementarnych słów i zdań. Z czasem zna coraz to trudniejsze składnie i wyrazy, jednak dopiero po kilku latach zdobywa możliwość zobaczenia tego wszystko analitycznie, obiektywnie i de facto od nowa. Odbywa się to na tak nielubianych przez uczniów lekcjach gramatyki. 😛

Z pisaniem jest podobnie. Zaczynamy, jesteśmy jak niemowlęcia, otwarci na wpływy z zewnątrz i gotowi do nauki. Językiem rodziców są dla nas czytane książki, obserwowanie świata, poznani ludzie. Próbujemy ich wszystkich naśladować, a pierwszymi wypowiedzianymi sylabami są wczesne próby literackie. Chwalą nas, robimy błędy, aż w końcu zaczyna nam to wychodzić jako tako – nasz język jest na poziomie, który pozwala nam swobodnie komunikować się z ludźmi. Nawet jeśli nie znamy jeszcze wszystkich trudnych wyrazów i języków obcych. A może jesteśmy ambitni i w podstawówce uczymy się angielskiego? Te języki to w przypadku pisarzy nowe gatunki, nowe horyzonty, które się przed nami otwierają. Na pewno też nowe pola czytelnicze.

Aż przychodzi moment, kiedy na polskim uczymy się o rzeczowniku, o przydawkach, o imiesłowach. Większość ziewa ze znudzeniem, bo w sumie i tak umieją ten język, więc po co im to? 😉

No i tu chyba kończą się analogie. Dla pisarzy osiągnięcie tego momentu jest raczej powiązane z uczuciem wielkiej dumy i frajdy, że coś już zaczyna wychodzić, że z bezkształtnej bryły wyłania się rzeźba. Krzywa i koślawa, ale nasza. Nasz styl.

Śmiem twierdzić, że i u mnie jest podobnie. Nie chciałbym mówić, że wiem wszystko i perfekcyjnie władam moim narzędziem, nie. Ale ślepy nie jestem i obserwuję postępy. Napisałem wczoraj, że pisarz nie jest najbardziej kompetentnym opiniotwórcą swojego dzieła. Ponadto, niemal codzienne obcowanie z własnym stylem może być przyczyną pewnego zagłuszenia i przyzwyczajenia. Co więcej, można się tym stylem znudzić i nie dostrzec jego walorów. Tak samo można być nieświadomym popełnianych błędów. Dlatego to, co teraz napiszę, nie będzie metką ze składem procentowym zawartości poszczególnych materiałów, tylko raczej intuicją albo wysłaniem fali sonaru w kierunku dna morza. Fala się odbiła, wróciła, ale nikt tam nie był i nie sprawdził. Zaufamy technice? 😉 

Głęboki wdech… I do dzieła!

Cechy charakterystyczne mojego stylu (mogą się różnić od przemyśleń czytelników)

  1. Dziwna składnia? Mam w podświadomości takie zjawisko językowe, że gdy piszę, stosuję nagminnie inwersję. Potem, czytając tekst ponownie, aż się dziwię, jak można pisać tak nie po polsku. Czasami zmieniam, czasami zostawiam w stanie nienaruszonym. A nuż to mój styl i bym go zepsuł? 😉 
  2. Amplifikacja. I tu od razu zacytuję Kapuścińskiego: ,,Na całym świecie ci, którzy oczekują na autobus, wyglądają podobnie, to znaczy mają ten sam apatyczny i zmęczony wyraz twarzy, tę samą postawę odrętwienia i kapitulacji, to samo zmęczenie i niechęć w spojrzeniu” (Szachinszach, s. 46). I dalej, cytując książkę Jak zostać pisarzem: ,,W tym zdaniu [u Kapuścińskiego] widoczna jest składniowa rytmizacja. Ludzi na przystanku autobusowym charakteryzuje sześć słów: przymiotniki i rzeczowniki ułożone są w pary, które nawzajem się uzupełniają. Dobrane słowa nie są synonimami, są komplementarne, a każde z nich znaczy coś nowego. […] Nie chodzi o powtarzanie tego samego, co jest najlepszą drogą do zanudzenia odbiorcy, tylko o hiperpbolizację”[1]. Wydaje mi się, że zauważam ten środek u siebie. Spójrzmy na zdanie z ostatniego opowiadania o kapitanie Nemo: […]od czasu, kiedy trzej więźniowie Nautilusa zginęli w toni maelstromu, na pokładzie i w życiu kapitana coś pękło, coś się zawiesiło, coś sprawiło, że dawny nieugięty mocarz się zamyślił i zwątpił, desperacko powracając do tego, od czego musiał uciekać. 

    Czy to jest amplifikacja? I czy wyszła z głową, rytmicznie? To pytanie zostawiam dla Was 😉

  3. Zauważyłem, że mam skłonność do wplatania w zgoła (hmm…) współczesny tekst takich trochę archaicznych wyrażeń. Nie mówię, że to źle, ale muszę się wystrzegać, gdy tekst jest pisany luźnym stylem. Z tym się też wiąże zaczynanie zdań od ,,i” w celu nadania im patetyczności.
  4. Ten punkt odnosi się bardziej do nieformalnego pisania. Często wrzucam do tekstu różne ad hoc, de facto, ad rem. Czasami śmiesznie to wygląda, na przykład w luźnej wiadomości. Lubię powiedzonka i zapożyczenia tego typu [może na blogu tego aż tak nie widać, ale jedno jest pewne, że lubię dygresje i nawiązania (do cytatów i autorów – to się nazywa wieczna inspiracja)].
  5. Teraz czas na małą obronę, albowiem razem z innymi dającymi do myślenia uwagami otrzymałem też jedną, która tyczy się bezpośrednio stylu i chcę ją tu umieścić – moje zdania wielokrotnie złożone domagają się więcej uwagi i czasami mogą się rozbrykać pod moją nieobecność. Mam do nich sentyment, nie ukrywam. Staram się też panować nad sytuacją. Ale jeśli faktycznie niektóre brzmią źle – poprawię. W tym wypadku działa to, o czym pisałem na górze – nie jestem w stanie tego dostrzec.

Na razie tyle. Jak mówiłem, nie jest to kompendium ani prawda objawiona, tylko mętne obserwacje. I czekamy, aż ta fala z sonaru wróci razem z Waszymi komentarzami 😉

Cały czas robię błędy, ale jest mi łatwiej je dostrzec. Na początku musiałem się nieźle namęczyć, zanim coś znalazłem, teraz często jest tak, że podczas czytania coś zgrzyta i widzę to od razu. Poruszyłem tutaj zagadnienia dotyczące językowej kwestii mojego stylu, nie pisałem natomiast o tematyce i motywach, które często u mnie goszczą. Dla mnie to dość jasna sprawa, ale może fajnie byłoby zebrać wszystko i poustawiać obok siebie.

A co do pytania zadanego w tytule, odpowiedź jest jedna – keep doing! 😛 

 

[1] Andrzej Zawada, Jak zostać pisarzem, Wrocław 2011, s. 149, 150.

 

Reklamy

4 myśli w temacie “Świadomość własnego stylu – i co dalej?

  1. Jeśli miałabym się wypowiedzieć, to stwierdziłabym, że ogólnie Twoje teksty stoją na naprawdę dobrym poziomie warsztatowym. Lubię archaizmy (i wyrażenia łacińskie) i archaizację (przez przestawioną składnię, etc.) w Twoich tekstach, nadają im swoisty nastrój, rys.
    Mam jeszcze parę uwag, ale są one bardziej subiektywne, dlatego o nich będzie w mailu 😉
    Trzymaj się 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s