Colman’s Whole Wheat Meal, czyli słowo o dziurawieniu drewna dłutem

Przenikanie się i powiązanie niektórych faktów okazuje się być niezwykle pomocne nie tylko w kryminalistyce, lecz także w codziennym, wakacyjnym życiu, kiedy po nitce dochodzimy do kłębka… Ale po kolei.

Jakiś czas temu przeglądałem witrynę internetową gościa, który prowadzi sklepik z własnej roboty wyrobami z drewna. Robi piękne reprodukcje starych reklam znanych produktów, słynnych plakatów i obrazów. Polecam rzucić okiem TU. Zainteresował mnie szczególnie jeden model – wieko skrzyni z żywnością dla antarktycznych ekspedycji badawczych.

79051777Te drewniane skrzynki okazały się być świetnym pomysłem na ozdobę do powieszenia na ścianie. Stwierdziłem, że fajnie by było zrobić coś takiego samego i postanowiłem następnego dnia się za to zabrać. 😀

Zastanawiałem się czy wybór drewna będzie miał jakieś znaczenie. Poczytałem trochę na internecie, znalazłem w Warszawie pewną stolarnię i udałem się tam po budulec. Spotkałem się z pewnym zdziwieniem sympatycznego pracownika, kiedy powiedziałem mu , że potrzebuję deski w celu stworzenia z niej arcydzieła. 😉 Zauważyłem ciekawie wyglądające kawałki drewna leżące na wystawie i spytałem się czy są na sprzedaż. Poszliśmy do szefa sklepu, który zabrał nas na zaplecze i wręczył mi całą torbę takich próbek, na dodatek za bardzo przyzwoitą cenę. Miałem więc pierwszej klasy materiał. Teraz trzeba było go tylko przewieźć do domu. Musiałem ciekawie wyglądać, maszerując przez miasto z plecakiem i torbą pełną desek. 😉

Miałem zamiar, żeby cała praca pasowała do drewnianego, loftowego wystroju, słowem – żeby miała wygląd retro. Chciałem bardzo podstarzyć przywiezione deski.  Poczytałem więc trochę, jak to się robi, ale z opisywanych tam technik zastosowałem tylko dwie – olej i mechaniczne działanie na drewno. Później się okazało, że efekt był wyśmienity, a taka robota okazała się świetną zabawą i fascynującym zajęciem.

Skompletowałem trochę różnych narzędzi, które były zakopane gdzieś w komórce, jakieś małe dłuta, młotek, papier ścierny etc… Pierwszym krokiem było wykonanie w drewnie różnych nakłuć, rys i dziur – na początku bałem się, że coś nie wyjdzie i deska będzie do wyrzucenia, ale z każdą chwilą te wątpliwości ulatywały, zaś zapału przybywało. Najciekawszym elementem tego etapu było, moim zdaniem, robienie nacięć i wyżłobień na krawędziach drewna – dodawało to wyglądu, jakby to nie moja ręka, a ząb czasu nadgryzał materiał. 😉 Tutaj przydał się też pilnik do drewna, którym mogłem zetrzeć wszystkie nierówności. Na koniec pokryłem drewno oliwą z oliwek. Ściemnia to barwę, uwydatnia słoje i naturalne linie oraz wszystkie wykonane mechanicznie uszkodzenia. Potem jeszcze wpadłem na pomysł, żeby niektóre miejsca dodatkowo osmolić nad świeczką – to też daje  świetny efekt – sadza, spalenizna i olej tworzą ładną, bardzo realistyczną warstwę. Poniżej prezentuję zdjęcia z tak wykonanego etapu pracy. 

2

1
Aha, zapomniałem dodać… Na pierwszym zdjęciu widzicie dwie deski, ponieważ de facto kupiłem panele podłogowe… I stąd też wypłynęły moje obawy: czy to w ogóle będzie ładne. Ale panele okazały się świetnym rozwiązaniem! Dzięki widocznej na zdjęciu wypukłości idealnie się ze sobą łączą. A te boczne wystające elementy po prostu spiłowałem.

Kiedy drewienka sobie ładnie schły na słońcu, przygotowywałem dwie małe deszczułki, którymi będę mógł połączyć te główne (samo wiązanie panelowe nie wystarczało, żeby całość była stabilna). Tym razem drewno było jaśniejsze, więc i proces podstarzania musiał być bardziej intensywny. 😉 Postawiłem na więcej zniszczeń mechanicznych, więc po chwili cała powierzchnia była pokryta rysami, które zaraz wypełniłem oliwą i okopciłem. Gdzieniegdzie dodałem odciśnięte ząbki pilnika (jakiś rzemieślnik sto lat temu jest za to odpowiedzialny 😉 ), a w rogu wyryłem coś na kształt numeru seryjnego.

Na koniec przymocowałem wszystko do siebie czterema wkrętami i dwoma gwoździami. Aby dodać efektu, w niektórych miejscach pościerałem brązowy, matowy metal z powierzchni wkrętów. Całość od tyłu prezentowała się mniej więcej tak:

7I to był koniec pierwszego dnia pracy. Decha wyszła naprawdę całkiem ładnie i już taka czysta, jeszcze bez napisów, mogła służyć jako ozdoba czy podkładka pod laptopa.

Dzień drugi – farba na horyzoncie

Następny dzień miał przynieść jeszcze więcej roboty. Nie byłem pewien czy napisy na drewnie mi wyjdą – lepszy ze mnie stolarz, niż malarz – ale koniec końców wziąłem się do pracy. Na początku chciałem przygotować sobie szablony i po prostu maznąć je farbą – jednak szybko okazało się, że wycinanie ich to katorżnicza praca, a gdy pociągnąłem po nich gąbką, litery wcale nie były takie równe, jak sobie wyobrażałem. Przystąpiłem więc do planu B – ołówek, a potem ręczne malowanie. Jestem zadowolony z efektu. 😉

Całość trafi za kilka dni na ścianę – urządzam teraz pokój i mam zamiar wypełnić go różnymi retro ozdobami – na przykład stara walizka, zegar, płyty gramofonowe…

Teraz, kiedy to piszę, jestem już w trakcie produkcji drugiej deski – chyba czas otworzyć manufakturę. 😉 Naprawdę polecam taką zabawę każdemu – można dostosować wygląd i napis pod swój gust, wykonanie jest bardzo przyjemne i niezbyt wymagające. I efekt cieszy oko.

3a4.jpg5.jpg6.jpg

 

 

 

 

 

Reklamy

One thought on “Colman’s Whole Wheat Meal, czyli słowo o dziurawieniu drewna dłutem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s