Shackleton Mountain Challenge

Stało się. Droga, o której zapewne każdy z nas myślał, śnił, marzył, która miała się okazać w życiu tą najważniejszą, kluczową, niosącą najmilsze wspomnienia – pojawiła się wreszcie na mojej mapie. Myślę, że wybór właśnie tej ścieżki zaowocuje w przyszłości dotarciem do ukrytego na końcu celu.

Zdecydowałem, że chcę coś zrobić. Rozniecić płomień mojej pasji. Samo czytanie książek i słuchanie o wyczynach innych przestało być wystarczającym zaspokojeniem ciekawości świata. I oto jestem – o tym chciałem Wam dziś opowiedzieć – o moim pierwszym poważnym wyzwaniu, pierwszym dużym projekcie – podczas którego mam nadzieję poznać wielu wspaniałych ludzi, zobaczyć znane miejsca z innej perspektywy, a przede wszystkim świetnie się bawić. Bo chyba zabawa jest tutaj jednak najważniejsza.

Co to jest Shackleton Mountain Challenge?

Do Shackletona odwoływałem się już wielokrotnie. Wyruszył na Antarktydę, stracił statek, był bezdomnym podróżnikiem zdanym tylko na siebie. A jednak wydostał się z Lodowej Pułapki – ratując całą swoją załogę. Nie będę teraz przytaczał całej tej historii, chciałbym tylko uświadomić sobie i Wam, do czego zdolny jest człowiek, jeśli tylko CHCE przetrwać. Myślę, że odnosi się to też do nieco bardziej prozaicznych, codziennych sytuacji, niż akcja ratunkowa w ekstremalnych warunkach terenowych. I to właśnie ten aspekt był moją największą inspiracją – uderzyła mnie silna wola i genialne przywództwo Shackletona.

Oto mój cel: rekonstrukcja fragmentu historycznej ekspedycji Ernesta Shackletona na Antarktydzie. Rekonstruowany odcinek to trawers gór na wyspie o nazwie Georgia Południowa. Shackleton musiał przedrzeć się przez te góry, żeby dotrzeć do bezpiecznej bazy. Podczas mojej wyprawy użyję historycznego stroju i sprzętu.

Geneza, czyli skąd się wziął pomysł?

Sam pomysł we własnej osobie przyszedł do mnie sam, niespodziewanie. Byłem na trekkingu w Tatrach Słowackich i pomyślałem sobie, że fajnie byłoby przenieść się w czasie do roku 1916, kiedy to podróże w rejonach polarnych i górskich były czymś o wiele bardziej niezwykłym i nieznanym. Człowiek, zdany na siebie i na znajdujące się w powijakach możliwości techniczne, wdzierał się w nieznane, doświadczając więcej intymnego kontaktu z naturą i miejscami, które właśnie nanosił na mapę. Te czasy inspirują mnie bardzo mocno – zawsze uwielbiałem czytać o podróżnikach przemierzających stepy Azji, tajgi Syberii czy korony Himalajów. Często byli to wielcy polscy pionierzy – jak Arctowski, Dybowski czy Strzelecki. W tym czasie Shackleton działał na Południu – próbował zdobyć biegun. Nie udało mu się to, ale po kilku latach wrócił na Antarktydę, stwarzając powód, dla którego ja mogę odtworzyć jego podróż.

Jeszcze jedną wielką inspiracją była grupa odważnych żeglarzy, która kilka lat temu zrobiła to, co ja robię teraz – z tą różnicą, że dokonali tego w „oryginalnym” terenie Antarktyki. Udało mi się skontaktować z członkiem tej załogi i wymienić wiele doświadczeń.

Czekan, raki i wełniane rękawiczki – czyli jak to wygląda w praktyce?

Niektóre elementy tamtego stroju są teraz nie do zdobycia. Większość trzeba przygotować samemu. Strój polarnika składał się z:

  • wełnianej bielizny i koszuli
  • wełnianego golfa i spodni
  • kurtki i spodni z  gabardyny Burberry (ta firma zaopatrywała ekspedycje 100 lat temu)
  • kaptura chroniącego od śniegu i wiatru
  • wełnianych rękawiczek
  • futrzanych rękawic z jednym palcem
  • wełnianej kominiarki
  • skórzanych albo futrzanych butów
  • okularów lodowcowych

i kilku innych pięknych krawieckich detali.

5.jpgNa szczęście ludziom z kręgów polarnych mój projekt tak się spodobał, że dwie utalentowane dziewczyny zgodziły się pomóc w przygotowaniu kominiarki, rękawic i kurtki. Jest to wielka pomoc i jestem im bardzo wdzięczny! Sam kupiłem maszynę do szycia i powoli produkuję kolejne elementy stroju. Jest to świetna zabawa i pouczające doświadczenie – mogę zobaczyć „kulisy” takich wypraw polarnych. Największym problemem jest zdobycie sprzętu – butów, czekana i raków. Z czekanem pomoże mi mój kolega, ale wciąż myślę nad resztą.

 

Kolejnym aspektem technicznym jest pożywienie. Na wyprawę upiekę suchary i pemmikan (czyli specjalna mieszanka mięsa, nasion i warzyw – coś jak nasze batoniki energetyczne 😉 ). Cukier i herbata będą w płóciennych woreczkach, herbata w termosie, czekolada – i to tyle.

Poniższy filmik obrazuje stroje, których przygotowaniem się zajmuję. 🙂

Gdzie, co i jak? – czyli logistyczna strona wyprawy

Termin to styczeń 2018 roku. Chciałbym, żeby trasa miała tyle samo kilometrów i metrów przewyższenia, co trawers Shackletona – nie wiem jeszcze, na ile to możliwe, żeby pogodzić przystanki w schroniskach. Shackletonowi zajęło to 36 godzin – mnie pewnie trochę więcej, ponieważ zależy mi na jak najdłuższym pobycie w ,,subpolarnych” warunkach. Pewnie wyruszę z Polany Chochołowskiej w Tatrach – gdybyście chcieli towarzyszyć mi przez pewien odcinek – serdecznie zapraszam! Niech trasa będzie jeszcze chwilę tajemnicą – kończę plany, tak więc niedługo wszystko stanie się jasne. Jedno jest pewne – te, powiedzmy, trzy dni pośród ośnieżonych gór bez dostępu do cywilizacji późniejszej niż 1916 rok, będą świetnym przeżyciem i początkiem mojej drogi odkrywcy.

To oczywiście wielki skrót tego, nad czym pracuję. W praktyce oznacza to dużo czasu przeznaczonego na prowadzenie strony na FB, na historyczne analizowanie sprzętu, szycie, mailowanie do dużych firm sportowych z prośbą o sponsoring – bardzo żmudna robota. Udało mi się poznać wiele ciekawych osób i wymienić się z nimi wspaniałymi doświadczeniami. Jak na pierwszy miesiąc przygotowań, udało się zrobić już bardzo dużo i wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek.

2.jpg

Jak możecie pomóc?

Ażeby zapewnić wyprawie cały sprzęt, ubrania, promocję projektu i zaplecze fotograficzne, muszę przeznaczyć na nią pewne środki. Część pokrywam z własnej kieszeni. Czasami jednak konieczna staje się prośba o wsparcie finansowe u ludzi, których podobny projekt może zainteresować. Gdybyście chcieli przyczynić się do rozwoju wyprawy, możecie zostać jej sponsorem, przekazując środki TU. Oczywiście będę wdzięczny za każdą pomoc – każdą radę, dobre słowo, pomysł czy po prostu trzymanie kciuków. Zachęcam do śledzenia postępu na stronie FB – abstrahując od wyprawy, to świetna sprawa pod kątem krawieckim, artystycznym i fotograficznym! Dziękuję serdecznie za każde wsparcie!

Reklamy

One thought on “Shackleton Mountain Challenge

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s